Polacy w Japonii

800 osób – niewiele, szczególnie w porównaniu z setkami tysięcy. Dlatego o polonii na Wyspach Japońskich nie wspomina się w dyskusjach politycznych czy prognozach ekonomicznych. Od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej emigracja kojarzy nam się głównie w brakiem specjalistów na rynku budowlanym, ofertami tanich linii lotniczych i doniesieniami o kolejnych polskich sklepach w Londynie. Emigracja w obrębie Europy staje się coraz łatwiejsza, w Japonii osiedlają się tylko najwytrwalsi.

 
Japonia nieznana

W Japonii żyje blisko 128 milionów ludzi, z czego 99 procent to rdzenni Japończycy. Pozostały procent to głównie Koreańczycy, Chińczycy, Filipińczycy i Brazylijczycy.

Japonię, jeden z najbogatszych i najbezpieczniejszych krajów świata, teoretycznie możnaby uznać za doskonałą kandydatkę na drugą ojczyznę, szczególnie że większość naszych rodaków wyjeżdża z kraju ze względu na niskie zarobki. A jednak w Kraju Kwitnącej Wiśni mieszka zaledwie 800 Polaków. Połowa przebywa w Tokio i okolicach.

Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Ważną rolę odgrywa niewątpliwie olbrzymia odległość, jaka dzieli oba kraje, z drugiej jednak strony oddalone od Rzeczpospolitej o tysiące kilometrów Stany Zjednoczone zamieszkuje najliczniejsza polonia na świecie. To raczej brak wiedzy Polaków na temat Japonii i możliwości, jakie daje cudzoziemcom ten kraj, sprawiają, że niewielu naszych rodaków trafia na wyspy.

Polacy w Japonii to w dalszym ciągu głównie kobiety, które wyszły za mąż za Japończyków oraz, w mniejszym stopniu, mężczyźni, którzy ożenili się z Japonkami. Niewielka grupa naszych rodaków pracuje na wyspach, odbywa praktyki lub studiuje. Stale przebywa w Japonii kilkudziesięcioosobowa grupa katolickich księży, sióstr zakonnych oraz misjonarzy – technologiczny gigant nadal uznawany jest przez kościół rzymsko-katolicki za kraj misyjny.

Japonia-Polska

Japończycy wiedzą o Polsce niewiele. Ambasadorem naszego kraju jest w pierwszym rzędzie Fryderyk Chopin, inni znani na wyspach Polacy to Maria Curie –Skłodowska, Lech Wałęsa i papież Jan Paweł II.

Nie dotarły na japoński grunt żadne negatywne stereotypy dotyczące naszego narodu. Nie ma „polish jokes”, anegdot o skradzionych samochodach i opowieści o Polakach-pijakach. Polacy traktowani są w Japonii jak przedstawiciele świata Zachodu, Europejczycy, nasza narodowość nie ma większego znaczenia. Dla Japończyków ważne jest jedno – nie jesteśmy swojakami.

Kraina sielska, anielska…

Wiedza przeciętnego Polaka na temat Kraju Kwitnącej Wiśni jest nieco większa, ale ogranicza się na ogół do kilku podstawowych symboli, z których na pierwszy plan wysuwają się gejsze w ozdobnych kimonach, samuraje popełniający w obliczu hańby rytualne samobójstwo i sumici. Coraz liczniejsze grono zwolenników mają również japońskie komiksy – mangi i kreskówki – anime.

Każdego roku około sześciu tysięcy Polaków przyjeżdża do Japonii, żeby zrobić sobie zdjęcie w kimonie, spróbować osławionej surowej ryby, zaśpiewać w barze karaoke i kupić rycinę z kwitnącą gałązką wiśni oraz górą Fuji w tle. Te krótkie wizyty, często rozpoczynające się i kończące w Tokio, powodują, że w polskich mieszkaniach pojawia się co roku nieco japońskich bibelotów, a na forach internetowych – dziesiątki opinii zachwyconych podróżników. Gdyby wierzyć internetowym relacjom, należałoby uznać Japonię za współczesne wcielenie Arkadii, w której ludzie są zawsze uśmiechnięci, i w której tradycja łączy się harmonijnie z postępem technologicznym. W rzeczywistości Japonii daleko do sielanki.

Różnice kulturowe

O ile naszym rodakom na Wyspach Brytyjskich, w Niemczech czy Belgii wydaje się, że życie na obczyźnie nie jest łatwe, to Polacy w Japonii niewątpliwie uznaliby, że emigracja w krajach, których języki można zapisać za pomocą prostego alfabetu, w których z pracy wychodzi się po ośmiu godzinach i z których można dotrzeć do Polski w dwie godziny – to bułka z masłem.

Japońskie życie codzienne różni się diametralnie od egzystencji w Polsce. Nie wystarczy nauczyć się mówić po japońsku, jeździć lewą stroną drogi i jeść surową rybę, żeby poczuć się w Japonii jak w domu. By bezkolizyjnie funkcjonować w społeczeństwie, trzeba się nauczyć od nowa rzeczy znacznie ważniejszych niż język. Mieszkańcy krajów Zachodu mają wspólne poglądy na podstawowe kwestie dotyczące zasad postępowania, relacji międzyludzkich czy praw jednostki. To, co przywykliśmy uważać za standard, różni się jednak znacząco od poglądów, które wyznaje 128 milionów mieszkańców wysp japońskich.

Japonia jest przykładem tzw. kultury wysokiego kontekstu – nie ludzie, lecz zwyczaje i normy społeczne decydują o tym, jak wyglądają relacje między poszczególnymi członkami społeczeństwa. Zupełnie inaczej postępują mieszkańcy krajów Zachodu. Jeśli dla Polaka ważne jest to, jakim człowiekiem jest jego rozmówca, to dla Japończyka znacznie istotniejsza będzie informacja na temat miejsca pracy i pozycji zawodowej interlokutora. Japończycy mają odmienną hierarchię wartości – postępując zgodne z normami zachodnimi ryzykujemy, że spotkanie międzykulturowe zamieni się w międzykulturowy konflikt.

Rewolucji kulturowej nie będzie

Polacy nie są mistrzami dyplomacji. Lubimy mówić, co myślimy, wydawać opinie, komentować, osądzać i dochodzić swego. W Japonii zaś lepiej jest milczeć. Głośne wyrażanie opinii jest w złym tonie, zwierzenia na tematy intymne wprawią japońskiego rozmówcę w silne zakłopotanie, a powiedzenie szefowi, że popełnił pomyłkę, to już nie faux pas, a zwyczajne zawodowe samobójstwo.

Polacy w Japonii różnice kulturowe szybko odczuwają na własnej skórze. Niekiedy nowe okazuje się wyraźnie lepsze – na przykład na stacji kolejowej, gdzie nikt nie pędzi do nadjeżdżającego pociągu, a na peronie ustawia się grzeczna kolejka. Czasami po prostu jest inaczej – mężczyźni nie przepuszczają kobiet w drzwiach, a koledzy z pracy nie rozmawiają ze sobą o sprawach prywatnych. Bywa też… nieelegancko – na przykład na parkingu, gdzie żony dźwigają torby z zakupami, podczas gdy ich mężowie niosą jedynie kluczyki do samochodu. Bywa i absurdalnie – gdy studenci siedzą do późna w laboratorium czytając komiksy, żeby tylko nikt nie pomyślał, że są leniwi i za mało czasu spędzają na uczelni.

Bywa różnie, ale emigrantom nie pozostaje nic innego, jak przywyknąć. Japończycy jadają w McDonaldzie i słuchają amerykańskich przebojów, ale w głębi duszy są tradycjonalistami i nie w głowie im rewolucja kulturowa.

Śmierć z przepracowania

Polacy w Japonii mogą jednak wieść wygodne życie. Pomaga w tym niewątpliwie znajomość japońskiej mentalności i języka. Japończycy podkreślają, że – mieszkając na wyspie – nie odczuwają potrzeby uczenia się języków obcych. Wizyta u lekarza, w sklepie czy na poczcie wymaga znajomości japońskiego – szanse na to, że porozumiemy się po angielsku, są niewielkie, a poza dużymi miastami – znikome.

Dobrze jest też znaleźć pracę. Już zarobki na poziomie średniej krajowej wystarczają na kupno samochodu, urlop za granicą i utrzymanie domu. Wysokie pobory zwykle opłacane są godzinami nadliczbowymi. Oficjalnie pracuje się tyle, co i u nas, ale w praktyce często obowiązuje niepisane prawo, że dobry pracownik powinien się pojawić w miejscu pracy przed szefem, a opuścić je dopiero po wyjściu pryncypała. Od podwładnych wymaga się także wyników, których nie sposób osiągnąć pracując 8 godzin dziennie. Stąd w Japonii pracoholizm to prawdziwa społeczna plaga, która coraz częściej kończy się schorzeniami serca i chorobami umysłowymi, a w skrajnych przypadkach śmiercią z przepracowania (karōshi).

Rząd japoński zapowiedział co prawda walkę z tym zjawiskiem, jednak duża część ofiar karōshi to ludzie, którzy sami decydują o swoim czasie pracy. Problem polega na tym, że, niezależnie od stanowiska władz, w społeczeństwie śmierć z przepracowania uznawana jest za jedną z oznak sukcesu. Ofiarą karōshi zwykle nie zostają pracownicy szeregowi, lecz ci, których uważa się za najlepszych. W roku 2000 przepracowanie było przyczyną śmierci jednego z najważniejszych ludzi w państwie, premiera Japonii Keizō Obuchi.

Szklany sufit dla kobiet

Wyemancypowane Polki, które marzą o życiu i pracy w Tokio, Osace czy innych japońskich metropoliach, powinny przed podjęciem decyzji o wyjeździe do Kraju Kwitnącej Wiśni rozważyć wszystkie za i przeciw. Zarobki w Japonii są wysokie, ale nie ma mowy o równości płci. W życiu zawodowym dominują mężczyźni, kobiety rządzą w domu. Te, które chcą zrobić karierę w pracy, znajdują się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Bardzo rzadko zdarza się, by kobieta zarządzała firmą – kierownicze stanowiska wciąż zarezerwowane są dla mężczyzn. Nieco częściej panie awansują na stanowiska menedżerskie, ale nadal są to wyjątki od reguły. Dotyczy to zarówno Japonek, jak i cudzoziemek. Te panie, które osiągnęły wysoką pozycję zawodową w swoim kraju, pracując na analogicznym stanowisku w Japonii mogą napotkać na niechęć podwładnych płci męskiej. Niezależnie od tego, co świat zachodu sądzi na temat dyskryminacji kobiet, mężczyźni japońscy nie przepadają za przełożonymi w spódnicy. Słuchanie poleceń kobiety-szefa traktowane jest jako swego rodzaju naruszenie reguł społecznych.

Szklany sufit to nie jedyne zmartwienie kobiet pracujących w Japonii. Wiele wykształconych kobiet po założeniu rodziny rezygnuje z aktywności zawodowej i staje się gospodyniami domowymi. Robią to z własnej woli albo na życzenie męża. Na ich barki spada cały ciężar wychowywania dzieci i prowadzenia domu – mężowie spędzają w pracy nieraz kilkanaście godzin dziennie, więc nie są w stanie pomagać żonom w wypełnianiu domowych obowiązków.

Kraj dla wytrwałych

Polacy solidnej postury mogą napotkać w Japonii problemy natury… technicznej. Rynek japoński tworzony jest bowiem z myślą o Japończykach, w przeważającej większości szczupłych i niewysokich. Kupno pantofli damskich w rozmiarze 41 lub płaszcza z rękawami, które nie będą zbyt krótkie, wymaga więc nieco wysiłku. Na szczęście w dzisiejszych czasach niemal każdy deficytowy produkt można kupić w Internecie.

Kultywowanie polskich zwyczajów kulinarnych nie przysparza większych problemów. Oczywiście produktów takich jak kiełbasa, ogórki kiszone czy buraki nie kupi się w osiedlowym sklepie spożywczym, ale zwykle da się je znaleźć w jakichś delikatesach czy dużym centrum handlowym. Trzeba się jednak liczyć z dużymi wydatkami – za towary importowane płaci się znacznie więcej niż za wyroby miejscowe. Kilka kanapek z żółtym serem czy garść malin kosztuje więcej niż przeciętny obiad w restauracji.

Podobnie rzecz się ma z potrawami świątecznymi – przygotowanie tradycyjnych polskich dań to dość duży wydatek. Święta mają zresztą charakter prywatny, dla Japończyków Boże Narodzenie czy Wielkanoc to zwyczajne dni pracy. Japonia to nadal kraj misyjny, większość jej mieszkańców wyznaje shintoizm i buddyzm. Zaledwie jeden procent mieszkańców wysp wierzy w Boga chrześcijan, a jeszcze mniej stanowią katolicy. Działają jednak kościoły katolickie, a msze dla cudzoziemców często odbywają się po angielsku. Dla Polaków mieszkających w Tokio raz w miesiącu odprawiana jest msza w języku polskim.


Życie w Japonii różni się bardzo do tego, co stanowi codzienność nad Wisłą. Nauka japońskich obyczajów i języka to dla przybysza z zewnątrz raczej kwestia lat niż miesięcy. Bariery kulturowe można jednak pokonać, czego najlepszym dowodem jest fakt, że Kraj Kwitnącej Wiśni jest drugim domem dla kilkuset osób aż z dalekiej Polski.

Maj 2008
 
Link do tego tekstu na portalu polska.pl: http://wiadomosci.polska.pl/spoleczenstwo/article,,id,329307.htm