Nieczyste sprawy, czyli o japońskich toaletach

Wc na poczcie. W skupieniu wpatruję się w panel z przyciskami. Jakiś nietypowy. Wreszcie podejmuję decyzję i wciskam. Woda się nie spuszcza. Acha, a więc to nie ten. Rozlega się przejmujące wycie, słyszalne niewątpliwie w całym budynku. Wzdycham ciężko i lecę wyjaśnić spieszącej już ku mnie dziewczynie z obsługi, że wszystko jest w porządku i że nie chodzi o atak serca albo coś w tym stylu, ale o zwyczajną pomyłkę. Po twarzy dziewczyny widzę, że to nie pierwszy fałszywy alarm. Ale i tak mi głupio. Żeby coś takiego zdarzyło mi się zaraz po przyjeździe do Japonii, to rozumiem. Ale po sześciu latach! Cóż, człowiek uczy się całe życie…

 

Czystość, świeżość i waciki do uszu

Toalety japońskie występują w trzech rodzajach. Pierwszy, siedzący, nie różni się niczym od tego, z czego korzysta cała Polska. Drugi - tradycyjny - to dziura w podłodze. Trzeci zaś to washlet, stanowiący połączenie stojącego sedesu i bidetu, mający poza tym liczne dodatkowe funkcje i będący - nie żartuję! - jedną z największych zalet Japonii.

Japońskie toalety, niezależnie od rodzaju, są czyste. Ludzie o nie dbają i nawet w najbardziej zapyziałym wc gdzieś z dala od cywilizacji jedyne, na co można się potencjalnie poskarżyć, to pajęczyny. W miejscach publicznych takich jak centra handlowe, kina, biura czy restauracje, toalety lśnią czystością i pachną świeżością, a im bardziej eleganckie miejsce, tym bardziej elegancka toaleta. W wc-cie w naszej osiedlowej całodobowej rozrywkowni (bilard, ping-pong, gry online, rzutki itp.) w toalecie damskiej są darmowe waciki, podpaski oraz suszarka do włosów, żeby klient długoterminowy miał zapewnioną pełną higienę. W lokalnej restauracji specjalizującej się w kotletach schabowych (nie brzmi szczególnie elegancko, ale niech nikogo nie zwiodą pozory), toaleta jest marmurowa, wyposażona w wykałaczki oraz waciki do uszu i do twarzy. I nie są to wcale wyjątki.

Japonskie toalety Wc tradycyjne oraz prosty washlet

Najmniej czyste są toalety tradycyjne, czyli dziury w podłodze. Choć w nowych budynkach pojawiają się rzadko, to ogólnie rzecz biorąc jest ich dużo, niestety. Mają tę zaletę, że zajmują mniej miejsca niż toalety w stylu zachodnim, ale korzystanie z nich nie jest najwygodniejszą rzeczą na świecie i takie, dla przykładu, starsze panie (stanowiące w Japonii dużą cześć populacji) zdecydowanie ich unikają. Ja, choć nie jestem starszą panią, też ich unikam, ponieważ doświadczenie uczy, że użytkownicy toalet tradycyjnych mają problemy z celnością, co ma łatwe do przewidzenia konsekwencje.

 

Największa zaleta Japonii

Najwygodniejszym rodzajem wc jest zdecydowanie washlet, który sprawia, że korzystanie z toalety staje się zajęciem czystym, higienicznym, niemal bezdotykowym i całkowicie bezproblemowym. Pochłania zapachy, myje, zagłusza hałasy (dźwięki toaletowe uważane są za krępujące), ma podgrzewane siedzenie, żeby się przyjemnie siedziało, może samodzielnie podnosić i opuszczać klapę oraz spuszczać wodę, żeby nie trzeba było niczego podnosić ani spuszczać własnoręcznie, a w miejscach takich jak poczty czy szpitale ma nawet guzik alarmowy pozwalający wezwać pomoc. Brakuje, słowo daję, tylko gazety ;) Washlety są, co zrozumiałe, bardzo popularne, i stanowią w nowym budownictwie standard. Jak ktoś buduje dom, to nie kupuje zwykłego wc, lecz washlet, bo zwykłe wc się, że tak to ujmę, nie umywa ;) Ceny mają różne, bo nie istnieje coś takiego jak model standardowy, więc washlety różnią się między sobą zarówno stopniem zaawansowania technicznego, jak i budową. Mogą mieć wiele opcji albo zaledwie kilka podstawowych. Siedzenie nie musi być podgrzewane (dzięki czemu oszczędza się energię). Panel z przyciskami może być japoński lub angielski, wyposażony w obrazki lub nie. Woda może być spuszczana za pomocą przycisku, wajchy albo fotokomórki. I tak dalej.

Korzystanie z washletów może być nieco stresujące dla osób nieobytych, szczególnie jeśli trafią na model z panelem opisanym po japońsku i bez obrazków. Jeśli jednak ktoś nie sprawdził zawczasu, jak się po japońsku pisze "spłukiwanie", niech się nie martwi. Na ogół wystarczy wcisnąć największy i najbardziej wyróżniający się przycisk, żeby uruchomić spłuczkę.

 

Toaletowe dylematy

Tylko jeden problem wiąże się z japońskimi toaletami, wynikający z ich różnorodności właśnie: niekiedy trafia się na taki model, w których spuszczenie wody wymaga nieco wysiłku, głównie intelektualnego.

Niedawno, dla przykładu, w centrum handlowym w Beppu spędziłam dobrych pięć minut w pocie czoła usiłując spuścić wodę. Toaleta - bardzo elegancka, minimalistyczna w stylu – pozbawiona była jakichkolwiek przycisków i wajch. Uznałam, że pewnie gdzieś tkwi fotokomórka i faktycznie - omachanie ręką wszystkich elementów instalacji sanitarnej, to znaczy sedesu i lśniącej rury, jak również ściany obok, przyniosło w końcu pożądany rezultat, ale pojęcia nie mam, gdzie się ta nieszczęsna fotokomórka znajdowała. Nie w miejscu oczywistym, to pewne. Toalety w Japonii - tradycyjne i typu zachodniegoToaletowa instrukcja obsługi zamieszczona w informatorze dla studentów zagranicznych zawierała taki oto obrazek :) Obok klasycznie zamieszczanych w podobnych instrukcjach zaleceń, żeby spuszczać wodę (zdarza się, niestety, że się trafia w publicznych toaletach na niespuszczoną) i nie wrzucać do sedesu niczego oprócz papieru toaletowego, znajduje się w niej też rozczulająca rada, by zawsze mieć w domu zapas papieru toaletowego "na wypadek nagłej potrzeby" :)

W innym centrum handlowym, tym razem w Oicie, żaden przycisk na panelu washletu nie służył do spuszczania wody, nie było też odpowiedniej wajchy. Po kilku minutach gorączkowego wpatrywania się w szeroko rozumiane okolice sedesu i machania ręką w celu uruchomienia fotokomórki, przeszłam do wciskania wszystkiego, nawet tego, co wydawało się solidne i niewciskalne. Mogłabym, ostatecznie, uznać swoją porażkę i po cichu się ulotnić, ale przed haniebnym tym aktem powstrzymywała mnie świadomość, że za drzwiami przytupuje już kolejka, więc ten ktoś, kto wejdzie po mnie, bardzo brzydko sobie będzie o mnie myślał. Wreszcie udało się - zakończenie rury wystającej obok sedesu dało się wcisnąć! Ech, a nie można było zamontować zwykłej wajchy??

 

Toaletowy ekshibicjonizm

Toaleta damska zawsze znajduje się za męską, żeby zapewnić paniom jak największą dyskręcję. Co ciekawe, o dyskrecję względem panów nie dba się wcale - często widzi się mężczyzn sikających do pisuarów, które to pisuary ustawione są tuż przy pozbawionym nieraz drzwi wejściu do toalety. Nie wszystkim mężczyznom się to pewnie podoba, choć ogólnie rzecz biorąc Japończycy są nieporównanie mniej wstydliwi od Japonek. Żadna kobieta nigdy absolutnie nie wysikałaby się w miejscu publicznym, a mężczyźni, nieraz to widzieliśmy, sikają w krzakach, na poboczach dróg i w innych tego typu doskonale widocznych miejscach. I nie wyglądają na speszonych, gdy się ich mija.

Cóż, nie ma rady, trzeba dyskretnie udawać, że się sikających na łonie natury nie widzi i iść w swoją stronę. A niech sikają, gdzie chcą - za wynalezienie i upowszechnienie washletu wybaczyłabym Japończykom więcej niż niewielką dawkę toaletowego eksbihicjonizmu! :)

 

Czerwiec 2013