Wstęp, czyli z czym się tę całą Japonię je

Jako że jest to pierwszy tekst na temat Kraju Kwitnącej Wiśni i Wschodzącego Słońca, tytułem wstępu pozwolę sobie na krótkie wyjaśnienie.
W moich opowieściach pojawi się Japonia widziana oczyma przybysza, który zjawił się tu bez balastu negatywnych uprzedzeń i stereotypów. Co więcej, mieszkałam i pracowałam już wcześniej za granicą i bardzo mi się to podobało. Podobało mi się do tego stopnia, że nie bardzo chciało mi się wracać do Polski. Myśl o kolejnym wyjeździe, który w dodatku wypadł akurat w takim momencie mojego życia, gdy byłam przeciążona pracą i obowiązkami, wyłącznie mnie cieszyła. Jeśli więc coś mi się w Japonii podoba lub czegoś nie lubię, to bierze się to wyłącznie z doświadczenia.

 
Japonia legendarna, czyli słów kilka o tym, co mówią o Kraju Kwitnącej Wiśni ci, którzy go nie znają
Zanim przyjechałam, wiedziałam mniej więcej, jak tu jest. To znaczy wiedziałam więcej niż przeciętny Polak, ale dużo mniej niż trzeba, by móc powiedzieć, że coś się wie naprawdę. Znałam trochę japońską historię i mitologię, sporo czytałam o kulturze, uczyłam się przez kilka lat języka. Japonia, którą „poznałam” jeszcze w Polsce, była piękna, schludna, nowoczesna i tradycyjna jednocześnie, pasjonująca i intrygująco odmienna.

O tym, że rzeczywiście jest odmienna, przekonałam się już na lotnisku: wszyscy jak jeden mąż urzędnicy byli uśmiechnięci, a na przystanku autobusu, który miał mnie przewieźć na kolejne lotnisko, z absolutnym spokojem ustawiła się karna, równiutka kolejka. Od razu też poczułam odmienność japońskiego klimatu, który, gdy tylko wydostałam się z klimatyzowanego hallu, niemal zwalił mnie z nóg. Traf chciał, że zjawiłam się na japońskiej ziemi w samym środku piekielnie gorącego i parnego lata.

Tak się zaczęło, a o tym, jak bardzo Japonia jest odmienna od tego, co znałam dotąd, przekonuję się nieustannie. Dawno temu przekonałam się również, że afirmatywna wizja Kraju Wschodzącego Słońca, którą tworzą liczni autorzy stron internetowych, to li i tylko wizja, która z rzeczywistością ma bardzo niewiele wspólnego.

O Japonii z podziwem piszą często ludzie, którzy nigdy tu nie mieszkali. Tworzą obraz na podstawie książek, filmów, komiksów. Na forach internetowych mnóstwo jest wypowiedzi pełnych zachwytów nad krajem i jego mieszkańcami, ich stylem życia, kultura, mentalnością itd. Tak jak ja przed kilku laty ludzie ci uważają, że Japonia jest piękna, schludna, nowoczesna i tradycyjna jednocześnie, pasjonująca i intrygująco odmienna. 

Opinii negatywnych jest tak niewiele, że można odnieść wrażenie, iż Kraj Kwitnącej Wiśni to współczesna arkadia. Na japońskich wyspach szczęśliwych kobiety są łagodne i chodzą w kimonach, mężczyźni pracują ciężko i są honorowi, a wszyscy razem pod baldachimem z kwitnących kwiatów wiśni jedzą surową rybę, piją zieloną herbatę, trenują kendo, oglądają sumo, czytają mangi i dbają o rozwój technologiczny kraju.

Wizja jest tak soczysta i zachęcająca, że w nią wierzą. Z całym przekonaniem piszą więc, jak bardzo im się taki ładny i miły kraj podoba. Nie zdając sobie z tego sprawy, opisują jedynie swoje wyobrażenie. To tak, jakby opisywali jabłko ze zdjęcia. Na podstawie fotografii o barwie i świeżości skórki można powiedzieć sporo, ale o smaku da się już tylko zmyślać. I żaden film czy książka nie powie nam nic o smaku prawdziwego jabłka ani o tym, co naprawdę tkwi pod skórką. Można w Internecie i poza nim znaleźć opowieści o prawdziwej Japonii, ale czytając wypowiedzi na forach dotyczących tego kraju, odnoszę wrażenie, że najlepsi specjaliści od jabłek to ci, co ich nigdy nie jedli. Jabłko im smakuje jeszcze przed spróbowaniem, a możliwości, że błyszczący owoc kryje jakiegoś robaka, nie biorą pod uwagę. Bo robaka na zdjęciu nie widać. 
Jakoś niewielu bierze pod uwagę, że zdjęcia na ogół robi się tak, żeby robaka widać nie było. 


Japonia, jak się pewnie domyślacie, rajem nie jest. Żadne państwo nie jest idealne, każde ma mniejsze lub większe przywary, jakieś faszyzmy, fanatyzmy, głupie zwyczaje, śmieszne poglądy, niezdrowe potrawy narodowe, cokolwiek! Kraj Kwitnącej Wiśni i Wschodzącego Słońca nie jest wyjątkiem.

Bywa, oczywiście, przyjazny i piękny. Niewątpliwie miło jest zjeść wiosną obiad pod kwitnącymi drzewami wiśniowymi, miło jest wiedzieć, że pociąg się nie spóźni (a jeśli się spóźni, to znaczy, że na trasie wydarzyła się jakaś klęska, co najmniej żywiołowa), przyjemnie się ogląda tradycyjne tańce i niewątpliwie interesujące jest kosztowanie potraw japońskiej kuchni. W Japonii jest wiele zjawisk, które można jeśli nie polubić, to przynajmniej popodziwiać, i zamierzam o tej jasnej stronie medalu pisać.

Ale jeśli ktoś liczy na apoteozę Japonii, to znalazł nie tego podróżnika i nie te opowieści. Bo ja opowiem też o tym, co ani ładne, ani dobre, ani przyjemne. O nierówności rządzącej życiem społecznym, ostracyzmie wobec obcych, dyskryminacji kobiet, nastoletnich samobójcach.

Codzienne życie w Japonii tak się ma do funkcjonującej poza tym krajem mitycznej wizji jak wigilijna wieczerza do zwykłej kolacji. Tak jak Polska nie jest sarmackim edenem, gdzie codziennie jada się kapustę z grochem, czytuje encykliki Jana Pawła II i tańczy z sąsiadami krakowiaka w strojach ludowych, tak i Japonia nie jest rajem pełnym gejsz, sumitów i samurajów.


To nie będzie historia kolejnego studenta z Tokio, który po roku wyjechał, zabierając z powrotem do Europy czy Ameryki kilka wachlarzy i pocztówkę z gejszą. My z Bartkiem mieszkamy tu już kilka lat, a opowieść nadal trwa.

Jeśli więc chcecie poznać kawałek prawdziwej Japonii – zapraszam w podróż!


Oita, 2009