Zamami

Japonia nie jest zbyt duża, ale za to jest bardzo długa: na północy zimą jest mnóstwo śniegu i festiwal rzeźb lodowych, a na południu panuje klimat subtropikalny i rosną sobie bananowce. Ponieważ uroki klimatu umiarkowanego i zimnych zim są nam znane (Bartkowi może nieco mniej, bo pochodzi ze Szczecina, ale mnie całkiem nieźle, bo pochodzę z Białegostoku, który, gdyby miał pieniądze, też by sobie mógł urządzać co roku festiwal rzeźb lodowych, hehe), wybraliśmy się na japońskie głębokie południe, to znaczy na Okinawę. Sama Okinawa składa się z licznych wysp, niektórych niezamieszkanych, innych całkiem sporych i całkiem ludnie zamieszkanych. Pojechalismy na maleńką wysepkę Zamami (座間味島), na której mieszka wszystkiego około 700 osób. Lokalna społeczność jest samowystarczalna: ma swoją maleńką pocztę (w sprzedaży: kartki pocztowe w kształcie kwiatu hibiskusa), maleńki posterunek policji (dwóch policjantów na rowerach), jedną taksówkę (której właścicielka z braku zajęcia i z czystej życzliwości przewiozła nas parę razy za darmo), szkołę podstawową (dzieci noszą czapeczki chroniące przed słońcem), zespół folklorystyczny grający na bębnach (rewelacja!), sklepy, restauracje, wypożyczalnie rowerów i sprzętu do nurkowania, przystań promową i, oczywiście, kilka plaż. Wszyscy, rzecz jasna, znają wszystkich i wiedzą wszystko o wszystkich. Bardzo, bardzo przyjemne miejsce. 30°C jeszcze we wrześniu, ludność miejscowa życzliwie usposobiona do turystów i w ogóle do wszystkiego. Upał, cisza, spokój i żadnych stresów. Nic dziwnego, że w tak sprzyjających warunkach ludzie żyją długo – Japończycy żyją najdłużej na świecie, a w samej Japonii to właśnie Okinawa ma największy odsetek stulatków.